Świadectwa z Kursu Wyjdź z łodzi


Kurs Wyjdź z łodzi 13-15.11.2016

Michał: Ogromną trudnością mojego życia jest tworzenie i utrzymywanie relacji z ludźmi, także poznawanie nowych ludzi, co często prowadziło mnie do wycofania i izolacji. Byłem przekonany, że skoro jest to takie trudne, to nie ma sensu żaden wysiłek. Już podczas pierwszego dnia kursu Pan dał mi mocno zrozumieć, że jest to przestrzeń, gdzie zaprasza mnie do wyjścia z mojej łodzi, do porzucenia starych nawyków, wygodnictwa i do podjęcia wysiłku otwarcia się na drugiego człowieka. Już na samym kursie przekonałem się, ile radości daje mi kontakt z ludźmi i jak bardzo w przeszłości marnowałem wiele okazji do bycia z innymi ludźmi. Dziękuję Ci Jezu za to!

K.: Nazwałam konkretne przestrzenie, w których potrzebuje wyjść z łodzi i podjęłam decyzje, które (ufam) mnie do tego doprowadzą. Doświadczyłam tego, że Pan mówił do mnie przez ten kurs. Trudności, z którymi się zmagam nie zniknęły, ale doświadczyłam rozpalenia i umocnienia. Chcę patrzeć na Jezusa.

Magda: Na tym kursie mogłam zmierzyć się ze swoimi lękami, nawet tymi, które są we mnie od dzieciństwa, jak nieśmiałość, ucieczka przed podejmowaniem decyzji, strach przed porażkami, a także tymi, których ograniczenia odczuwam szczególnie teraz będąc we wspólnocie, jak lęk przed spontanicznością i otwarciem się na modlitwę. Oddałam to wszystko Jezusowi i ufam, że On to wszystko zabiera. Dostałam tu wiele praktycznych, „życiowych” rad, jak bezpiecznie przechodzić przez burze w moim życiu, które nikogo nie ominą. Ale jeśli będę wpatrywać się w Jezusa nigdy nie zatopią mnie fale. Chcę chodzić z Tobą po wodzie: Jezu ufam Tobie.

K.F.: Na tym kursie doświadczyłam wielkiego pokoju, zapewnienia przez Boga, że jest ze mną przez cały czas, szczególnie w tych trudnych chwilach. Niby to wiedziałam, ale na nowo uwierzyłam w to i odczułam Jego obecność przez cały czas kursu. Wiem, że problemy, z którymi tu przyszłam, nie zniknęły, ale patrzę na nie zupełnie inaczej, właściwie z taką ogromna ufnością. To zaufanie daje mi też nowa odwagę do podejmowania ważnych decyzji w moim życiu, nowych kroków. Chyba najtrudniejszym momentem tego kursu była decyzja przełamania się i zamoczenia stóp – pokonanie własnego lęku i pozwolenie Panu, by prowadził, też w nieznane, bo ja nie wiem co mnie spotka… ale ufam Temu, który jest WIELKI, większy niż mój strach!

Małgorzata:  Poprzez ogrom porażek w życiu zakorzeniło się we mnie poczucie bardzo niskiej wartości. Na kursie Bóg pokazał mi, że jestem silna, że te porażki, które przeżyłam tylko mnie wzmocniły, przybliżyły do Boga. Każde niepowodzenie jest twórcze, rozwija mnie, i że w każdym takim trudnym czasie Bóg jest przy mnie i przywołuje mnie do siebie, że zawsze wyrwie mnie z toni. Obecnie w moim życiu trwa burza dość silna. Do chwili przyjazdu na kurs miotały mną fale, ale stopniowo Pan odkrywał przede mną to, że mam dość siły na to, aby z tej łodzi wyjść, że zawsze jest jakiś sposób, że trzeba próbować mimo niepowodzeń. I odkryła już, że dawałam sobie radę z huraganami w moim życiu i zawsze wtedy uciekałam się do Pana. Każda burza jest do przejścia z Panem. Jestem silna i pokonam boczny sztorm.

Kurs Wyjdź z łodzi 24-26.04.2015

Kasia: Zobaczyłam swoje łodzie, z których chcę wychodzić. Bóg pokazał mi do czego mnie wzywa w pracy zawodowej. Dał mi na rekolekcjach ludzi, którzy przez swoje słowo pomogli mi to odkryć. To będzie moje wyjście z łodzi, z lęku, bezpieczeństwa, ograniczeń. Doświadczyłam tego, że podczas burzy Bóg jest ze mną. Pokazał mi też miejsca, z których chce mnie wyprowadzić.

Gabrysia: Dzięki Ci Panie, za czas kursu kiedy to przypomniałeś mi, że już dawno złożyłeś w moim sercu pragnienia i marzenia, które zaniechałam. Chciałabym wrócić do tych marzeń i zacząć je realizować z Bożą pomocą. Nie chcę się skupiać na przeszkodach i moich ograniczeniach, bo z Bogiem wszystko jest możliwe, mogę wyjść z łodzi patrząc na Ciebie, Jezu! Był to piękny czas budowania relacji we wspólnocie, bliższego poznawania się, wspólnego uwielbiania i radości. Chwała Tobie, Panie za ten czas.

Wiktoria: Na kursie doświadczyłam Boga. A konkretniej tego, jak bardzo się o mnie troszczy i jak bardzo mu na mnie zależy. Przypomniałam sobie wiele treści, o których zapomniałam, ale też poznałam nowe doświadczenia Boga. Doświadczyłam tego, że ważne jest moje serce, dla Pana, który mnie stworzył. Wierzę, że ciągle będę odkrywała  swoje powołanie oraz to do czego Bóg mnie stworzył. Mam również głęboką nadzieję, że z każdej porażki w moim życiu Bóg wyciągnie dobro. Psalm 142 utwierdził mnie w tym, jak ważne jest to dla mojego wielkiego Boga. Myślę, że kurs utwierdził mnie również w tym, że moja wspólnota, w której centrum jest Bóg – jest jak rodzina, która wprowadza jedność. Doświadczyłam też wyjątkowej spowiedzi, która jest dla mnie bardzo ważna i tego, że Bóg jest taaaaaaaaaaaaki wielki!

Grzegorz: Ponownie poczułem się wezwany, aby bez obaw z determinacją iść za Bogiem, aby zacząć wdrażać i realizować, to co Bóg wkłada w moje serce. Aby postawić Go w centrum swego życia (bo różnie z tym bywało). Aby nie spuszczać z Niego swoich oczu. Na nowo uczynił mnie wolnym (dał mi poczucie wolności przez Swoją bliskość). Dodał mi odwagi do parcia do przodu. Uświadomił mi, że to wychodzenie z łodzi już się zaczęło w moim życiu. Dotknęło mnie kazanie ks. Sebastiana o prostocie relacji.

Wojtek: Utwierdziłem się w decyzji. W moim życiu jest tak, że jak mi Pan Bóg zwraca na coś uwagę, to ja zauważam, że to już od jakiegoś czasu się dzieje. Powoli, niepostrzeżenie się zaczęło i narasta. Moje wychodzenie z łodzi (z bezrobocia, z brakiem pomysłu na życie) zaczęło się miesiąc temu i (jak Bóg pozwoli) potrwa co najmniej do października. Tutaj się w tym utwierdziłem i uspokoiłem, że proces się rozpoczął i przyśpiesza. Utwierdziłem się też w przekonaniu, że za wyjście z łodzi nigdy nie jest za późno. Dostałem też wskazówkę, że chodzenie po wodzie się uda, gdy celem jest tego chodzenia będzie Jezus. Po wodzie pójdę tylko na Jego wezwanie. Gdy będę skupiony na Nim – uda się. Zwróciliście też uwagę na to, że przez moje dotychczasowe życie całe nie zastanawiałem się nad tym do czego jestem powołany. Jakie jest moje powołanie? Dopiero od wczoraj się nad tym zastanawiam.